Strona główna WIADOMOŚCI Podrzucanie pacjentów do szpitali na święta. Czyżby?

Podrzucanie pacjentów do szpitali na święta. Czyżby?

0
Reklama

Z pewnością szpital nie może być przechowalnią osób schorowanych, często starszych, szczególnie w święta. Kampania społeczna #WspólneŚwięta, której celem jest uwrażliwienie na ten problem porusza jeden aspekt szerszego zjawiska: niewydolnego systemu opieki nad osobami w podeszłym wieku i z różnych przyczyn niepełnosprawnymi. Przy czym trzeba zastrzec, że inicjatorzy kampanii nie mają badań obiektywnie mierzących rzeczywistą skalę „podrzucania” przez bliskich swoich, często w złym stanie zdrowia i niesamodzielnych podopiecznych do szpitali.

Reklama

Jedno jest pewne – polskie społeczeństwo starzeje się. Statystyki są nieubłagane.

Z danych GUS wynika, że na koniec 2021 r. liczba ludności wyniosła ok. 38,3 mln, w tym nieco ponad 22 proc. stanowiły osoby w wieku poprodukcyjnym (60 lat i więcej), w 2020 r. było to niespełna 17 proc. Z kolei prognoza rozwoju demograficznego pokazuje, że w 2050 r. ponad 32 proc. Polaków i Polek będzie miało 65 lat lub więcej.

W raporcie Najwyższej Izby Kontroli na temat opieki geriatrycznej czytamy, że „1 września 2021 r. dla pacjentów 65+ dostępnych było w całej Polsce zaledwie 1140 łóżek geriatrycznych, a to 15 proc. prognozowanych potrzeb”. Najwięcej oddziałów geriatrycznych było na Śląsku i na Mazowszu, podczas gdy w województwie warmińsko-mazurskim nie było żadnego.

Szpital to nie przechowalnia

Osoby starsze chorują, często przewlekle, wymagają opieki, która najczęściej spoczywa na osobach najbliższych. Nie zawsze ją jednak od nich otrzymują, a opieka długoterminowa nad starszą osobą i wytchnieniowa skierowana do opiekuna w Polsce nadal pozostawia wiele do życzenia (o tym również poniżej). Być może dlatego może się zdarzać, że senior, nawet, gdy jego stan zdrowia tego nie wymaga, trafiał na szpitalny oddział ratunkowy. Zdaniem uczestników konferencji zorganizowanej przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie nieraz przychodzi sam, bo nie chce w samotności spędzać świąt albo „podrzuca” go rodzina.

Nie ma żadnych statystyk dotyczących tego zjawiska. Podczas konferencji pracujący w szpitalach lekarze mówili, że nasila się ono szczególnie w okolicach świąt, choć nie tylko. 

„Statystyk nie prowadzimy, ale nawet 40 proc. pacjentów na oddziale w okresie świątecznym stanowią osoby, które mogłyby spędzić święta w domu. Mówimy o seniorach i osobach chorych przewlekle, nieuleczalnie, ale niewymagających hospitalizacji” – zaznaczył dr n. med. Adam Parfieńczyk, ordynator Klinicznego Oddziału Chorób Wewnętrznych i Endokrynologii Szpitala Wolskiego w czasie debaty inaugurującej kampanię społeczną #WspólneŚwięta.

Z kolei prof. dr hab. n. med. Magdalena Durlik, ordynator i p.o. kierownik Kliniki Transplantologii, Immunologii i Nefrologii przyznała, że ten problem tak naprawdę na jej oddziale narasta od zakończenia epidemii COVID-19.

„Odkąd skończyła się pandemia COVID-19 i są normalne przyjęcia do szpitala, obserwujemy szalony wzrost chorych 90 plus przywożonych do naszego szpitalnego oddziału ratunkowego. Są to osoby, które mają rodzinę, ale otoczenie tych osób nie jest w stanie zapewnić im opieki długoterminowej. Trudno powiedzieć, czy jest to kwestia finansów, czy braku przewidywania takich sytuacji. Dopóki taka osoba funkcjonuje, jest dobrze, ale potem jest znajdowana na podłodze i odwożona na oddział ratunkowy. Wtedy okazuje się, że nie nadaje się już do samodzielnego mieszkania” – przyznała prof. Durlik na briefingu prasowym 14 grudnia br.

A jak zazwyczaj wygląda przyjęcie takiego pacjenta do szpitala i z czym się wiąże? Zaznaczyć należy, że najczęściej są to osoby nie z jedną chorobą, ale wieloma. I choć ciężko wspominać tutaj o kosztach, to jednak potwierdzanie po raz kolejny diagnozy, wykonywanie badań i przeciągający się pobyt na oddziale takiego pacjenta to dodatkowe obciążenie dla placówki.

„Pacjent oczekuje na SOR dwa, trzy, czasami pięć dni, zanim zostanie przyjęty do odpowiedniej kliniki, ponieważ jest taki natłok pacjentów. Rozpoczynamy w tym czasie dość kosztowny proces diagnostyczny, by udowodnić wielochorobowość i potwierdzić rozpoznanie, które ci pacjenci już kiedyś mieli. W klinice przebywa czasami dwa lub trzy tygodnie, ale nie jest tak, że rodzina czeka z otwartymi ramionami, żeby wrócił do domu” – powiedział dr hab. n. med. Paweł Łęgosz, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus UCK WUM.

Diagnoza zjawiska

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka. Pojawiają się wśród nich oczywiście też zdrowotne, ale często wystarczy zapewnić odpowiednią opiekę w domu, by nie pojawiły się w ogóle (np. odwodnienie). Samo zjawisko „podrzucania” osób starszych do szpitala, ale też niechęć lub obawa przed zabieraniem ich z powrotem do domu stanowi tylko wierzchołek góry lodowej i może wynikać nie z mniejszej empatii społecznej, a w niektórych przypadkach nawet wygody najbliższych osób, ale również ogromnego wyczerpania opiekunów, niewystarczającej wiedzy na temat tego, jak poruszać się w systemie opieki zdrowotnej i długoterminowej, gdzie szukać wsparcia. Nie każdy też potrafi i ma możliwości – fizyczne i psychiczne – opieki nad starszą osobą obciążoną całym szeregiem chorób; np. pacjentem, któremu trzeba pomóc w codziennej higienie, bo sam nie jest w stanie o siebie zadbać, czyli zmieniać pieluchy, umyć w łóżku czy pomóc w przejściu do toalety czy łazienki.

„Ten problem nie zaczyna się z chwilą wejścia tego pacjenta na oddział, ani nie kończy, kiedy ten oddział opuszcza” – podkreślił lek. Piotr Pawliszak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej.

„To jest wierzchołek góry lodowej, objaw niewydolności systemu na bardzo wielu poziomach, niedostatecznego finansowania, kolejek w opiece długoterminowej czy w końcu wyczerpania sił rodzin i bliskich, którzy mimo miłości i chęci nie są w stanie opiekować się starszym człowiekiem 365 dni w roku, 24h /dobę” – wyliczył prezes ORL.

Na ten ostatni problem zwraca też uwagę dr Maria Libura, ekspertka Zespołu ds. Studiów Strategicznych OIL w Warszawie. Przestrzega przed „chóralnym potępieniem złych dzieci, wykluczających seniora z ciepła rodzinnego w tym newralgicznym okresie”.

„Obraz, jaki rysuje nam kultura, jest nie tylko przerysowany, ale też w większości przypadków po prostu nieprawdziwy. Pierwsza sprawa, jaka powinna skłaniać do głębszej refleksji, to wiek i stan zdrowia opiekunów. Często również wymagają wsparcia, bo kosztem własnej aktywności podjęli się trudu codziennej opieki nad jeszcze bardziej schorowanym rodzicem, są seniorami opiekującymi się jeszcze starszym seniorem. Rodzicem niejednokrotnie trudnym, gdyż przypadłości, takie jak choroba Alzheimera, to nie tylko spore wydatki (na materac przeciwodleżynowy, pieluchomajtki i remont łazienki, którą trzeba dostosować do potrzeb i możliwości tracącego mobilność seniora). To nie tylko konieczność wykonywania wielu czynności pielęgnacyjnych, wymagających siły i umiejętności, w zakresie których nieformalnych opiekunów w naszym kraju praktycznie się nie szkoli. To także psychiczne obciążenie trudnymi zachowaniami podopiecznego, jakie niosą ze sobą procesy neurodegeneracji, koniecznością radzenia sobie z lękiem i agresją ze strony coraz mniej świadomej osoby bliskiej” – wskazuje w swoim artykule zatytułowanym „Szantaż moralny nie zastąpi opieki długoterminowej” na stronie warszawskiej Okręgowej Izby Lekarskiej.

 Na wiek samych opiekunów, który uniemożliwia niejednokrotnie opiekę nad jeszcze starszą osobą, zwróciła też uwagę prof. Durlik.

„Jeżeli osoba ma dziewięćdziesiąt parę lat, a jej dziecko siedemdziesięcioletnie jest już chore – podobnie jak współmałżonek tej osoby – to nie są oni w stanie zapewnić opieki” – powiedziała profesor na briefingu prasowym 14 stycznia br.

Szpitale – substytut opieki długoterminowej?

W ten oto sposób szpitale zaczynają przejmować rolę opieki długoterminowej i wytchnieniowej. Jak zaznaczyła dr Libura, stają się „więc nie tylko bardzo drogim, ale i nieefektywnym substytutem opieki społecznej”. Eksperci wskazują na to, że finansowanie długoterminowej opieki nad osobami starszymi nie jest wystarczające. 

„Obecnie finansowanie opieki długoterminowej (w Polsce – przyp.red.) jest średnio o połowę niższe niż w krajach UE – zwrócił uwagę na ten aspekt w czasie briefingu prasowego prezes ORL.

Co więcej, hospitalizacja osób starszych, która niekoniecznie jest uzasadniona z punktu widzenia medycznego, wiąże się z kolejnym wyzwaniem – zaczyna brakować miejsc dla pacjentów potrzebujących wysokospecjalistycznej opieki, np. po przeszczepach.

„Ci hospitalizowani pacjenci przebywają bardzo długo w specjalistycznych klinikach uniwersyteckich, gdzie powinni być zupełnie inni pacjenci” – zaznaczyła prof. Durlik.

„Przeczytam zapis dzisiejszego przyjęcia do mojej kliniki: pani ma 90 lat, otępienie, odwodnienie, wyniszczenie. Następny przypadek – upadek, a kolejny to wskazanie społeczne. To nie są przypadki do leczenia w wysokospecjalistycznym szpitalu – podkreśliła prof. Durlik ordynator i p.o. kierownik Kliniki Transplantologii, Immunologii i Nefrologii. Dodała, że kilkanaście lat temu na oddziale w czasie świąt przebywało kilku chorych, a teraz oddział w zasadzie jest pełen.

Jak zaznaczyli eksperci, zdarza się tak, że to szpital przejmuje rolę bliskich i stara się o zapewnienie pacjentowi opieki długoterminowej.

„Mamy bardzo długie procedury załatwiania domów opieki, załatwiania ZOL (zakład opiekuńczo-leczniczy – przyp. red.), dlatego że rodzina oczekuje od nas, że to my wypełnimy te dokumenty” – powiedziała prof. Durlik.

A jak wygląda system opieki długoterminowej w Polsce? Pacjent, który nie wymaga hospitalizacji, ale nie jest samodzielny ze względu na swoje zdrowie, bo jest na przykład po zabiegu operacyjnym, przewlekle chory, z niepełnosprawnością, może być objęty całodobową opieką medyczną w ramach zakładu opiekuńczo-leczniczego (ZOL) lub zakładu pielęgnacyjno-opiekuńczego (ZPO). Sam pobyt jednak nie jest bezpłatny. Pacjent przekazuje 70 proc. swojego dochodu (emerytury, renty). W zamian otrzymuje opiekę medyczną np. neurologa, internisty, psychologa, dietetyka, rehabilitanta, pielęgniarek, wyżywienie, zakwaterowanie, wyroby medyczne czy badania. Długość pobytu zależy od stanu jego zdrowia, ale też oceny w skali Barthel (od 0 do 40 punktów). Aby otrzymać miejsce w zakładzie potrzebne jest skierowanie lekarza, dokumenty potwierdzające dochód (decyzję o przyznaniu emerytury czy renty), zgodę pacjenta i ocenę w skali Barthel.

Natomiast z pielęgniarskiej opieki domowej mogą skorzystać osoby obłożnie i przewlekle chore, które nie wymagają opieki stacjonarnej. Odbywa się ona we współpracy z lekarzem POZ, co najmniej cztery razy w tygodniu, w dni powszednie w godzinach 8:00-20:00, w uzasadnionych medycznie przypadkach możliwa jest też opieka w dni wolne. Pacjent może liczyć m.in. na zmianę opatrunku, cewnika, podłączenie kroplówki czy zastrzyki, leczenie odleżyn. Pielęgniarka edukuje opiekunów, uczy pielęgnować chorego, podawać mu leki, karmić. Może przepisać też leki i wyroby medyczne (np. pieluchomajtki). Z takiej formy wsparcia skorzystać mogą osoby, które nie są w ostrej fazie choroby psychicznej i nie są objęte równolegle inną systemową opieką np. hospicjum domowego, otrzymali 40 pkt. lub mniej w skali Barthel (bierze ona pod uwagę samodzielność pacjenta codziennych czynnościach np. poruszaniu się, ubieraniu, siadaniu, higienie osobistej, jedzeniu, kontroli potrzeb fizjologicznych).

Faktycznego wytchnienia raczej brak

Do tego obrazu dokłada się też fakt, że programy, które miałyby odciążyć opiekunów, dać im oddech w opiece nad niesamodzielnym członkiem rodziny, na razie nie są powszechnie dostępnymi, bo trzeba spełnić pewne warunki, by z nich móc skorzystać.

„Raczkujące programy opieki wytchnieniowej obwarowane są licznymi wymaganiami formalnymi, m.in. przedstawieniem orzeczenia o znacznym stopniu niepełnosprawności, których wiele niedołężnych osób w podeszłym wieku po prostu nie ma. Nie są też wygodnym instrumentem w sytuacjach nagłych ani w konieczności kompleksowego, wielomiesięcznego leczenia opiekuna, np. w przypadku choroby nowotworowej” – wskazuje w swoim artykule dr Libura.

Z opieki wytchnieniowej skorzystać mogą opiekunowie osób (dorosłego lub dziecka) z orzeczeniem o jego niepełnosprawności. Chodzi o to, by opiekun mógł zregenerować siły, odpocząć od codziennych obowiązków sprawowania takiej opieki, załatwić niezbędne sprawy życiowe. Program opieki wytchnieniowej realizowany jest przez samorządy, a od 2021 roku również przez organizacje pozarządowe. Opiekun skorzystać może z takiego „wyręczenia w obowiązkach” na dwa sposoby: w ramach dziennej albo całodobowej opieki nad osobą z niepełnosprawnością. Ta opieka może być kilkugodzinna, całodniowa, a nawet kilkudniowa i odbywać się chociażby w miejscu zamieszkania podopiecznego albo w domu pomocy społecznej czy ośrodku wsparcia. W całym roku jednak nie może przekroczyć łącznie ustalonego czasu – dzienna trwać dłużej niż 240 godzin, a całodobowa – 14 dni. W przyszłym roku na opiekę wytchnieniową przeznaczono w skali kraju kwotę 190 mln zł. Do 16 listopada br. gminy i powiaty miały czas, by wnioskować o wsparcie w ramach tego programu.

Najwyższa Izba Kontroli przekazała, że „w sumie w latach 2019–2021 (do 30 września) z różnych form opieki wytchnieniowej organizowanej przez jednostki samorządowe skorzystało ponad 16,5 tys. osób”.

Z Elektronicznego Krajowego Systemu Monitorowania i Orzekania o Niepełnosprawności (na 4 października 2023 r.) wynika, że w Polsce dzieci (do 16. r.ż.) posiadających orzeczenie o niepełnosprawności i osób powyżej tego wieku, posiadających znaczny stopień niepełnosprawności było ponad 1,3 mln.
Z powyższych danych wynika, że opieka wytchnieniowa jest rzadkością.

Pomysły na wyjście z tej sytuacji

A jak ten problem można by rozwiązać? Potrzebna jest systemowa opieka nad starszą osobą, zapewnienie chociażby wsparcia absolwentów zdrowia publicznego.

„Rodziny mówią: >>Nie odbiorę jeszcze seniora, doktorze, może jeszcze dzień, może jeszcze dwa. Ja nie mam łóżka, nie mam leków, jak ja się zorganizuję w domu?<< – zwrócił uwagę na ten problem lek. Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wyjaśnił, że chodzi o to, by asystenci „przejmowali opiekę nad taką rodziną, nad takim pacjentem”.

„To oni mają dopilnować rozpisania rehabilitacji, to oni mają zapewnić łóżko, to oni mają wtedy tego seniora poprowadzić przez system ochrony zdrowia, a nawet umówić mu wizytę kontrolną” – wskazał prezes NRL.

Problem ten też należy nagłaśniać. Robi to od 2018 roku Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie. W tym roku kampania społeczna ruszyła pod hasłem : „Nie jestem przedmiotem, szpital nie jest przechowalnią, samotność nie jest prezentem”.

„Idea kampanii zrodziła się z emocji, z przekazów szeptanych i rozmów z kolegami lekarzami i koleżankami lekarkami, z którymi mieliśmy wspólne doświadczenia, że seniorzy bywają >>podrzucani<< do szpitali w okresach okołoświątecznych” – wyjaśnił w czasie konferencji prasowej, 7 grudnia br. prezes Okręgowej Rady Lekarskiej.

Spot kampanii można obejrzeć na stronie: https://www.youtube.com/watch?v=ygJqpKIu68Y

Źródło informacji: Serwis Zdrowie PAP MediaRoom

Reklama
Poprzedni artykułWidząc pijanego kierowcę zabrał mu kluczyki i uniemożliwił jazdę
Następny artykułZwłoki mężczyzny w bloku w centrum Rzeszowa

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj
Captcha verification failed!
Ocena użytkownika captcha nie powiodła się. proszę skontaktuj się z nami!