Niedźwiadek

Niedźwiedź błądził po bieszczadzkich szlakach. Okazało się, że mały miś stracił swoich rodziców. Gdy go znaleziono cały trząsł się z zimna.

Leśnicy z Nadleśnictwa Cisna (RDLP w Krośnie) od kilku dni otrzymywali niepokojące wiadomości. Zewsząd dochodziły informacje, że w pobliżu drogi na Komańczę spaceruje wystraszony i zabłąkany niedźwiedź. Okazało się, że to niedźwiedzi maluch, który odłączył się od swojej matki. Trzeba było pomóc futrzanemu mieszkańcowi bieszczadzkich szlaków.



Pracownicy Nadleśnictwa Cisna obawiali się najgorszego. Mogli nie zdążyć nadejść z ratunkiem dla zwierzęcia, które od kilku dni błąka się bez rodziny. Jednak przełom w poszukiwaniach nastąpił w piątek popołudniu, gdy Jan Koza z GOPR przekazał leśnikom zaskakujące wieści. O wszystkim zadecydował przypadek. Biedny niedźwiedź wyskoczył mężczyźnie na drogę.

Na widok biednego misia zamarli. To był bardzo smutny obraz: wychudzony, drobniutki niedźwiedź wcale nie uciekał przed człowiekiem. Zwierzę leżało w górskiej trawie i całe trzęsło się z zimna. Nie miało nawet siły, by ruszyć się z miejsca. Miś był wycieńczony kilkudniowym błąkaniem się po bieszczadzkich szlakach.



Lekarze z kliniki weterynaryjnej potwierdzili, że konieczne w tej sytuacji było wsparcie człowieka. Inaczej niedźwiedź po prostu by nie przeżył kolejnych dni – zmarłby ze zmęczenia i głodu. Niestety pracownicy Nadleśnictwa Cisna nie są w stanie ustalić, dlaczego mały miś odłączył się od reszty stada. Próbują ustalić, gdzie może przebywać jego matka. Niedźwiedź wciąż jest jeszcze dzieckiem, więc w tym wieku powinien trzymać się swojej rodziny.

Mamy nadzieję, że wkrótce odzyska siły i będzie mógł zostać zwrócony bieszczadzkiej kniei, gdzie jest jego miejsce – piszą leśnicy.