Deszcz pokrzyżował plany organizatorom, czyli „Czarny Wtorek” w Rzeszowie

O godzinie 17 na rzeszowskim Rynku odbyła się manifestacja środowisk lewicowych i feministycznych – „Czarny Wtorek”. Celem pikiety było przypomnienie o pierwszej rocznicy tzw. „Czarnego Protestu”. Rok temu na ulice polskich miasta wyszło ponad 100 000 osób, celem zaprotestowania przeciwko planom rządu dotyczących zmian w prawie do aborcji. 

Niewątpliwy sukces ubiegłorocznych manifestacji, nie został przekłuty na długofalowy trend. W ubiegłym roku na ulicach podkarpackich miast pojawiło się około 1 500 osób. W tym roku na największej – centralnej manifestacji w Rzeszowie zjawiło się ich zaledwie 70. Były to osoby w różnym wieku. Większość stanowiły kobiety, które sprawa aborcji – ze względu na wiek – nie dotyczy.

Co było powodem wczorajszego protestu? Zdaniem organizatorów rząd Beaty Szydło zlikwidował rządowe dofinansowanie in-vitro, ustawa antyaborcyjna została de facto zaostrzona a tabletki „dzień po” – będące de facto formą aborcji prewencyjnej – można zakupić w aptece jedynie na receptę.

Manifestacja rozpoczęła się tuż po godzinie 17. W strugach deszczu przemawiała m.in. Agnieszka Itner, działaczka skrajnie lewicowej Partii Razem – Nasz rząd zabrał nam dostęp do antykoncepcji awaryjnej, do edukacji seksualnej, którą zastąpił katolicką propagandą. Teraz szykują się, aby załatwić samorządy, które finansują in-vitro. Dlatego dalej musimy się spotykać, walczyć i pokazywać, że solidarność jest naszą bronią. Zwyciężymy!

Swój głos w sprawie zabrała również działaczka Nowoczesnej – Katarzyna Kołodziej. Aktywistka formacji Ryszarda Petru utyskiwała, że dzieci jej znajomych są zagubione i kompletnie nic nie wiedzą o stosunkach płciowych – Potem się dziwimy, że dzieci rodzą dzieci – dodała na koniec zmartwiona Kołodziej.

W przerwach pomiędzy przemówieniami zgromadzeni nieśmiało wykrzykiwali hasła, dominowały te promujące aborcję ale pojawiały się również antyrządowe. Na koniec organizatorzy dodali, że w całym kraju zebrano już ponad 100 000 podpisów pod projektem ustawy mającej na celu zliberalizowanie prawa aborcyjnego. Jak dumnie podkreślali organizatorzy, na Podkarpaciu tych podpisów zgromadzono już 1 500. Całkiem sporo jak na ponad 2 200 000 województwo nieprawdaż?