76 lat temu, w wyniku donosu niemieccy żandarmi rozstrzelali w Markowej rodzinę Ulmów: ciężarną Wiktorię i Józefa oraz ich 6 dzieci: Stanisławę, Barbarę, Władysława, Franciszka, Antoniego i Marię. Wraz z nimi zginęło 8 ukrywanych przez nich Żydów z rodziny Goldman, Grünfeld i Didner.

24 marca 1944 r. w Markowej, doszło do zdarzenia, które wstrząsnęło nie tylko jej mieszkańcami, ale i całym regionem. Za przechowywanie Żydów została rozstrzelana polska rodzina Józefa i Wiktorii Ulmów. Zginęło siedemnaście osób, w tym ośmioro dzieci. Tę historię musimy znać i prezentować ją światu, tak by nie utrwalał się stereotyp lansowany przez niektóre zagraniczne środowiska próbujące naród polski określać współwinnym Holocausu.

W okresie międzywojennym Markowa była jedną z największych wsi w Polsce. W 1931 r. liczyła 931 domów, w których zamieszkiwało 4442 mieszkańców. Wśród nich olbrzymią większość stanowili katolicy. W Markowej żyło także około 120 Żydów (blisko 30 rodzin).
Po zajęciu Polski Niemcy stworzyli nowy podział administracyjny. Do utrzymania “porządku” na terenach wiejskich oraz w mniejszych miastach zobowiązana była m.in. żandarmeria. Markowa podlegała placówce w Łańcucie. Na jej czele stał porucznik Eilert Dieken, a jednym z podległych mu żandarmów był szeregowy Joseph Kokott.



W czasie okupacji niemieckiej Żydzi pozbawieni zostali wszelkich praw. Musieli przeprowadzać różnorakie prace na rzecz okupanta, nie mogli wykonywać swoich zawodów. Wkrótce rozpoczęto zakładanie gett. Latem i jesienią 1942 r. Niemcy wymordowali większość żydowskich mieszkańców Markowej. Miejscem zbrodni było głównie grzebowisko padłych zwierząt. Przy życiu pozostali ci Żydzi, którzy wcześniej ukryli się w chłopskich domach.

Jedną z rodzin, które zdecydowały się na bohaterską decyzję ukrycia Żydów, byli Józef i Wiktoria Ulmowie. Józef, urodzony w 1900 r., znany był doskonale w całej wsi. Wszechstronnie utalentowany, jako pierwszy w Markowej prowadził szkółkę drzew owocowych. Zdobywał dyplomy, za innowacyjne rozwiązania gospodarcze. Józef angażował się społecznie. Najpierw w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży, później działał w Związku Młodzieży Wiejskiej “Wici”, w którym był bibliotekarzem i fotografem. Fotografia była jego pasją, zachowało się do dziś wiele jego zdjęć m.in.rodzinnych.

#PamiętajmyRazem #PoProstuPamiętajmy #PolacyRatującyŻydów #PolesRescuingJews #PolscySprawiedliwi #PolishRighteous…

Opublikowany przez Muzeum Polaków Ratujących Żydów/ Museum of Poles Saving Jews Poniedziałek, 23 marca 2020

Żona Józefa- Wiktoria, urodziła się w 1912 r. Z relacji mieszkańców wynika, że małżeństwo darzyło się wielką miłością. W ciągu siedmiu lat związku urodziło się im sześcioro dzieci: Stasia, Basia, Władzio, Franuś, Antoś, Marysia. Gdyby nie tragedia, na wiosnę 1944 r. cieszyliby się siódmym maleństwem. Wiktoria zajmowała się domem.

Prawdopodobnie w drugiej połowie 1942 r.w domu Ulmów znalazło się ośmioro Żydów: pięciu mężczyzn z Łańcuta o nazwisku Szall oraz bliscy sąsiedzi domu rodzinnego Józefa: Gołda i Lea Goldman z małą córką.
Szallowie ukrywający się u Ulmów mieszkali przed wojną w Łańcucie. Niedaleko mieszkał Włodzimierz Leś, posterunkowy granatowej policji w Łańcucie. Pomagał im w ukrywaniu się przed Niemcami, do czasu gdy sam zaczął obawiać się dekonspiracji. Spowodował, że Szallowie musieli sobie szukać innej kryjówki. Udali się wtedy do Ulmów, ale prawdopodobnie nachodzili Lesia. Najprawdopodobniej u niego zostawili znaczną część majątku i chcieli uzyskać od niego wsparcie. Ponieważ od pewnego czasu odmawiał im pomocy, sami próbowali odzyskać swoją własność lub przejąć w zamian inne jego dobra. Wiele wskazuje na to, że wtedy Leś zdecydował się zdradzić kolegom z żandarmerii niemieckiej miejsce ukrywania się żydowskiej rodziny.

Na krótko przed porankiem 24 marca 1944 r. żandarmi dotarli do zabudowań Józefa Ulmy, położonych na krańcu wsi. Niemcy wraz z obstawą złożoną z granatowych policjantów udali się pod dom. Wkrótce rozległo się kilka strzałów – jako pierwsi zginęli Żydzi.

Naocznymi świadkami pozostałych rozstrzeliwań byli furmani, którzy zostali przez Niemców przywołani rozkazem, by przyglądać się, jaka kara może spotkać wszystkich ukrywających Żydów. Po zamordowaniu Żydów wyprowadzono z domu gospodarzy – Józefa i Wiktorię Ulmów – i rozstrzelano ich. Po zastrzeleniu rodziców wśród krzyków żandarmi zaczęli się zastanawiać, co zrobić z dziećmi. Po naradzie Dieken zdecydował, że należy je rozstrzelać. Świadek widział, jak trójkę lub czwórkę dzieci własnoręcznie rozstrzelał Joseph Kokott, który miał zawołać do furmanów: “Patrzcie, jak polskie świnie giną – które przechowują Żydów”. Po zbrodni Niemcy przystąpili do rabunku.



10 września 1944 r. podziemie wykonało wyrok na gorliwym policjancie granatowym Lesiu – zginął zastrzelony w Łańcucie. Szef śmiertelnej ekspedycji porucznik Eilert Dieken uniknął doczesnej sprawiedliwości. Gdy w latach 60. zebrano w RFN obciążający go za zbrodnie materiał dowodowy, okazało się, że już zmarł. Odszukany i osądzony został Joseph Kokott. W 1957 r. odnaleziono go w Czechosłowacji. W 1958 r. sąd w Rzeszowie uznał go za winnego dokonywania zabójstw i skazał na karę śmierci. Na wniosek Kokotta Rada Państwa PRL skorzystała z prawa łaski i zamieniła mu karę na dożywocie, a następnie 25 lat pozbawienia wolności. Zmarł w więzieniu w 1980 r.

Ulmowie, a także rodzina Szylarów i Barów, zostali uhonorowani medalami “Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. W sierpniu 2003 r. rozpoczął się na szczeblu diecezjalnym proces beatyfikacyjny rodziny Ulmów. Rok później w Markowej odsłonięto pomnik wspominający męczenników. Los rodziny Ulmów stał się symbolem martyrologii Polaków mordowanych przez Niemców za niesienie pomocy Żydom. Ich imię nosi Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej, które otwarto w Markowej 17 marca 2016 roku w obecności prezydenta RP Andrzeja Dudy. Dwa lata później polski parlament ustanowił dzień 24 marca Narodowym Dniem Pamięci Polaków ratujących Żydów.

Muzeum w Markowej odwołuje obchody upamiętniające Polaków ratujących Żydów

 

źr. Muzeum Ulmów, IPN