Grzybiarze z Rumunii masowo zbierają grzyby w podkarpackich lasach. Koczują w leśnych wiatach, zajmują parkingi.

Rumuńscy grzybiarze, to nie nowe zjawisko, ale leśnicy przyznają, że w tym roku dali się mocno we znaki. Podobnie sądzą miejscowi.

Tyralierą przemieszczają się po lasach. Upodobali sobie zwłaszcza tereny Nadleśnictwa Rymanów i Nadleśnictwa Dukla. Tamtejsze drzewostany w dużej części wyrosły na gruntach porolnych i obfitują w rydze.



Przyjezdni biwakowali przy leśnych wiatach odpoczynkowych – choć właściwszym słowem byłoby koczowali, bo biwakowanie jest w tych miejscach zabronione. Zajmowali pola biwakowe, zatrzymywali się przy drogach. W jednym miejscu, w okolicy Tylawy, zauważono aż 15 busów, przyjechało nimi ok. 150 osób.

Mieszkańcy byli zaniepokojeni tą sytuacją. Część bała się chodzić do lasu na grzyby, żeby nie spotkać się z grupami obcokrajowców. Niektórzy obawiali się agresji z ich strony.

Zostają sterty śmieci i odpadów – mówi Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.

Nadleśnictwo Rymanów chciało zabrać się za Rumunów i zaczęło się wylegitymowanie. Próby rozmów (podejmowane w różnych językach) z koczującymi w lesie przyjezdnymi spełzły na niczym. Udawali, że nie wiedzą o co chodzi i nic nie rozumieją.