W listopadzie ub. roku niedaleko Przemyśla doszło do obywatelskiego zatrzymania Ukraińca, który poruszał się samochodem z wyeksponowanymi symbolami OUN-UPA. Prokuratura umorzyła śledztwo twierdząc, że nie doszło do gloryfikacji zbrodniarzy.

O wydarzeniu pisaliśmy na łamach naszego portalu. Przypomnijmy, w listopadzie ub. roku, Polak zatrzymał samochód Ukraińca, który miał wyeksponowane symbole banderowskie. Na miejsce wezwał policję, zgłosił sprawę do prokuratury. IPN uznał, że symbole znajdujące się na samochodzie podróżnika jednoznacznie gloryfikują zbrodniczą organizację OUN-UPA.

Prokuratura przemyska uwierzyła jednak oskarżonemu, który tłumaczył się, że znaczki symbolizują identyfikacje Lwowa i Ukrainy. Nie dopatrzył się znamion gloryfikacji banderowskiej.

Samochodem jechał m.in. Iwan Kulczyćkij, wykładowca Uniwersytetu Narodowego „Lwowska Politechnika”. Pojazd należał do jego syna, Ołesia. Opisując zdarzenie na portalu społecznościowym twierdził, że spotkał się w Polsce z „naruszeniem praw człowieka”. Jak pisze ukraiński portal vgolos.com.ua, po akcji Polak, „szowinista oświadczył, że to jest zabronione zgodnie z ich nowym prawem i wezwał policję”.

źr. Kresy.pl