Jakie oprocentowanie powinna mieć wymarzona lokata? To pytanie wcale nie jest proste. Lokaty oferowane przez banki rzadko przekraczają 2% w skali roku. Tymczasem inflacja rośnie, rośnie, rośnie… i końca nie widać.

Czym jest znienawidzona przez wszystkich inflacja? W dużym uproszczeniu jest to spadek wartości pieniądza. Na wzrost inflacji mają wpływ dodruk pieniądza, wzrost cen, wprowadzanie nowych podatków i wydatki rządowe, na przykład te związane z polityką socjalną (500+, 300+ i inne z pozoru korzystne benefity).

Zróbmy eksperyment: załóżmy, że inflacja w skali roku wynosi 2%. Chcemy utrzymać wartość naszych ciężko zarobionych 10 tys. złotych, więc wpłacamy je na lokatę o oprocentowaniu 2% w skali roku. Mogłoby się wydawać, że w ten sposób zachowamy wartość naszych oszczędności. Nic bardziej mylnego – z odsieczą przychodzi podatek Belki w wysokości 19% od wypracowanych dochodów. Wprowadzenie tego podatku oznacza, że od każdej zarobionej złotówki na lokacie (czy na innych produktach/instrumentach finansowych) należy zapłacić 19 groszy… Stosunkowo dużo, biorąc pod uwagę, że w USA odpowiednik tego podatku ma stawkę 15%…

Nic więc dziwnego, że Polacy rezygnują z lokat, które nie dają realnego zysku i idą w kierunku bardziej ryzykownych inwestycji. Jeszcze w lutym na lokatach bankowych było zdeponowane ok. 290 mld złotych. Od marca obserwujemy nienotowany od 1996 roku odpływ pieniędzy z lokat. Do lipca tego roku lokaty uszczuplały o ok. 53 mld złotych.

Obserwujemy więc coraz większe zainteresowanie obligacjami skarbowymi, giełdą, złotem, funduszami inwestycyjnymi, nieruchomościami. Z jednej strony to dobrze, bo wzrasta świadomość na temat  pieniądza i inwestowania, z drugiej strony źle, że w wyniku polityki rządu tracą najdrobniejsi.