Niedawno w Rzeszowie powstało Biuro Ekspertyz Kapitałowych. Jednym z ekspertów jest adwokat dr Paweł Bała, który dokonał analizy metod banków w kontekście unieważnienia kredytu hipotecznego. Zachęcamy do zapoznania się:

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, wydany 3 października 2019 r., stanowi odpowiedź na tzw. pytania prejudycjalne w sprawie państwa Dziubak vs. Raiffeisen Bank uaktualnił spór „frankowiczów” z bankami, które udzielały kredytów hipotecznych – przynajmniej z nazwy – walutowych, tj. we frankach szwajcarskich. Orzeczenie, które nie jest aż tak przełomowe, jak wynikałoby to z rozlicznych przekazów medialnych (byłoby takim, gdyby przesądziło prawną możliwość istnienia w obrocie prawnym kredytu „odfrankowionego” czyli w złotówkach z stopą LIBOR), musiało spowodować wypracowanie polityki banków wobec roszczących kredytobiorców, gdzie wartość kredytów we frankach pozostałych do spłacenia to ok. 100 mld złotych, a więc olbrzymia kwota, większa niż 1/4 budżetu Polski.

Już w pierwszych dniach po ogłoszeniu wyroku przedstawiciele kredytodawców, z początku dość nieśmiało, później chętniej, wspominali, że w sytuacji pozwania do sądów powszechnych i orzeczeniach o unieważnieniach kredytów, zastosują wobec powodów „retorsję” w postaci pozwów o odszkodowania za bezumowne korzystanie z ich kapitału. Strategia ta była o tyle zrozumiała, że przy tej skali potencjalnych roszczeń, banki nie mogą pozwolić sobie na „oddanie meczu walkowerem”, choć brakowało skonkretyzowania tych ostrzeżeń kierowanych pod adresem „frankowiczów”, którzy rozważaliby sądowe próby unieważnienia umowy kredytu hipotecznego.

Groźba żądania odsetek w wysokości ustawowej od udzielonych kredytów opierała się na zbyt wątłych podstawach prawnych; jak wynika z orzecznictwa Sądu Najwyższego, skoro ustawa nie określa, kiedy nastąpić powinien zwrot nienależnego świadczenia, to uznać należy, iż zobowiązanie do zwrotu nienależnego świadczenia ma charakter bezterminowy. Powyższe oznacza w konsekwencji, że termin spełnienia takiego świadczenia musi być wyznaczony zgodnie z art. 455 Kodeksu cywilnego właśnie, a zatem przypada niezwłocznie po wezwaniu dłużnika do spełnienia świadczenia. Przy takim założeniu trudno uznać żądanie odsetek ustawowych za skuteczny „straszak” wobec kredytobiorców.

Roli „straszaka” nie spełniła również tzw. teoria salda, konkurencyjna wobec tzw. teorii dwóch kondykcji, która przewiduje, że treść art. 405 (bezpodstawne wzbogacenie) Kodeksu cywilnego – „Kto bez podstawy prawnej uzyskał korzyść majątkową kosztem innej osoby, obowiązany jest do wydania korzyści w naturze, a gdyby to nie było możliwe, do zwrotu jej wartości” – określa jeden stosunek prawny dwustronnie zobowiązujący do zwrotu wzajemnych świadczeń. Jest to pogląd kontrowersyjny i marginalny w doktrynie, rzadko przyjmowany za własny przez orzekające sądy powszechne.

Polski oddział Raiffeisen Bank International jako pierwszy sprecyzował warunki, na jakich będzie się domagał tzw. wynagrodzenia za korzystanie z kapitału w przypadku unieważnienia umów o kredyty hipoteczne we frankach. „Bank zdecydował się na wykorzystanie najbardziej logicznego rozwiązania i zastosował średnie, publikowane przez NBP oprocentowanie dla kredytów niezabezpieczonych, których spłata przewidziana jest na okres dłuższy niż 5 lat” – podał Raiffeisen w komunikacie prasowym. Oprocentowanie tego typu kredytów według komunikatu NBP w m. październiku 2018 r. wyniosło 8,7%, ale w przeszłości co do zasady przekraczało 10%. Kredyty tego typu są więc oprocentowane znacznie mniej korzystnie dla kredytobiorców niż kredyty hipoteczne. Tego typu konstrukcja prawna w pierwszej kolejności urzeka oryginalnością, w drugiej spełnia swoją rolę, bo przemawia do wyobraźni niepokornych „frankowiczów”.

Oceniając zasadność roszczeń banków wobec swoich (byłych) klientów wskażmy jednak na następujące okoliczności:



1.) nawet jeżeli powyższą konstrukcję uznać za dopuszczalną i zgodną z przepisami Kodeksu cywilnego, to zgodnie z art. 118 K.c. termin przedawnienia roszczeń majątkowych związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej wynosi zaledwie trzy lata, co już powoduje, że „straszak” nie wydaje się aż tak groźny;

2.) ewentualne odszkodowanie za korzystanie z kapitału przy unieważnieniu kredytu „walutowego” siłą rzeczy powinno dotyczyć jedynie tej części kredytu, która była w dyspozycji kredytobiorcy, a więc pomniejszona o cykliczne spłaty kwoty kredytu, ale także zasada powinna działać w dwie strony, co może być dla banków kłopotliwe, szczególnie w przypadku „frankowiczów”, którzy już swoje kredyty spłacili lub są bliscy finalizacji spłaty, a w przypadku konsumentów termin przedawnienia roszczeń wobec banku jest odpowiednio dłuższy, bo wynosi 10 lat (od lipca 2018 r. 6 lat). Przecież środki bezpodstawnie pobrane od kredytobiorców banki używały dla dalszego kredytowania, uzyskując z tego korzyści;

3.) powyższe założenie powodowałoby, że ochrona konsumentów w prawie unijnym i krajowym ma charakter iluzoryczny, a skorzystanie z instrumentów przewidzianych dla ochrony konsumenta de facto oznaczałoby dla niego szkodę w postaci uszczerbku majątkowego;

4.) konstrukcja „najbardziej logicznego rozwiązania” i żądania wynagrodzenia w wysokości średniego oprocentowania kredytów niezabezpieczonych, po pierwsze wnioskując przez analogię stoi w sprzeczności z tezą wyroku TSUE z 3 października 2019 r., że artykuł 6 ust. 1 dyrektywy 93/13 należy interpretować w ten sposób, że stoi on na przeszkodzie wypełnieniu luk w umowie, spowodowanych usunięciem z niej nieuczciwych warunków, które się w niej znajdowały, wyłącznie na podstawie przepisów krajowych o charakterze ogólnym, gdyż kredytodawca sam usiłuje odwołać się w przypadku unieważnienia całości umowy do przepisów krajowych o charakterze ogólnym (art. 405 K.c.), po wtóre nie znajduje konkretnego oparcia w prawodawstwie krajowym, bo przecież roszczenie tego typu nie wynika z ogólnego przepisu art. 405 K.c., lecz jest jedynie „najbardziej logicznym rozwiązaniem”, tylko w mojej ocenie że bez oparcia w ustawie.

5.) unieważnienie umowy kredytu następuje w efekcie zawarcia przez kredytodawcę w umowie tzw. klauzul abuzywnych. Usiłowanie czerpania korzyści przed przedsiębiorcę z takiego działania kosztem konsumenta, byłoby niczym innym jak nadużyciem prawa podmiotowego o którym mowa w art. 5 K.c., które jako takie nie korzysta z ochrony prawnej.

Reasumując, zaproponowana przez jeden z banków konstrukcja roszczenia bez wątpienia zawiera w sobie walor oryginalności przy jednoczesnym „efekcie zastraszenia”, ale ma bardzo wątłe oparcie w prawie.

 

dr Paweł Bała, adwokat

Dyrektor Departamentu Prawnego w Biurze Ekspertyz Kapitałowych sp z o.o.