Strona główna PRZEMYŚL 17 osób zmarło po amantadynie? Dr Bodnar odpiera zarzuty

17 osób zmarło po amantadynie? Dr Bodnar odpiera zarzuty

1687
1
wywiad doktor bodnar

Lek. Włodzimierz Bodnar odniósł się do artykułu z TOK FM i „Gazety Wyborczej”, w którym zarzuca się mu, że przez leczenie amantadyną zmarło 17 osób.

W oświadczeniu na Facebooku czytamy:

Trudno zrozumieć intencje dziennikarza Michała Janczura z TOK FM i Gazety Wyborczej w związku z artykułem z 28.04.2021. Dla czytelników rozwieję wszelkie wątpliwości. Dziennikarz sam w rozmowie ze mną powoływał się na konsultacje z profesorem Flisiakiem i Rejdakiem, że #amantadyna to jest lek bezpieczny. Dodatkowo, Ministerstwo Zdrowia 16 grudnia 2020 wydało komunikat, że amantadyna może być stosowana poza wskazaniami przez lekarzy. A lekarz stosuje ją zgodnie z prawem, ze swoim doświadczeniem i przekonaniem. A wydźwięk artykułu jest niestety odmienny. Trzeba tu podkreślić, że mowa o bezpieczeństwie, a nie skuteczności.

Dodatkowo dziennikarz ma kłopoty z prostym rachunkiem matematycznym. Twierdzi, że wyleczyłem mniej osób niż twierdziłem, bo wypisałem mniej leku. Cytat: „Natomiast doktor Bodnar twierdził, że przeliczył amantadyną już trzy tysiące chorych i wyniki są rewelacyjne. Dziennikarz TOK FM postanowił sprawdzić te informacje. Okazało się, że doktor między marcem 2020 roku, a kwietniem 2021 roku wypisał 1518 recept na ten lek. Poproszony o wyjaśnienie tych rozbieżności dr Bodnar stwierdził, że jedno opakowanie służy często dwóm osobom. Często też, zamiast amantadyny, zapisywał rymantadynę. Faktycznie rymantadynę doktor przepisał 800 razy. Dalej nie wychodzi trzy tysiące”Skoro podobno wypisałem 1518 recept na amantadynę (która starcza na 2 osoby) i dodatkowo 800 na rymantadynę. Idąc dalej, na jedną receptę można wypisać więcej niż jedno opakowanie. Zakładając jednak totalne minimum, to 1518*2+800+ importowany lek z zagranicy = 3836 + lek importowany. Jest to przynajmniej 4000 osoby. Dlaczego więc Pan Redaktor twierdzi inaczej? Dodatkowo nie wiem, na jakiej podstawie uzyskał Pan Redaktor szczegółowe dane medyczne pacjentów, ich wieku, daty wizyt, realizacji recept i ich zgonu. Czy uzyskał Pan zgodę tych osób? Jednocześnie dziękuję za ukazanie tej ścieżki. Otwiera to drogę do analizy skuteczności leczenia w Polsce wszystkich lekarzy, przychodni, szpitali dla nas wszystkich. W końcu będziemy mieć twarde dane o skuteczności leczenia #COVID19 w Polsce. Dodatkowo, od kiedy to dziennikarze kwestionują rozpoznanie choroby przez lekarzy? Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że nie było choroby. Bo nie było testu? Wiele razy pisałem, że w przypadku objawów typowych, należy jak najszybciej wdrożyć leczenie. Wystarczyło wczytać się w moje artykuły. Ta choroba nie czeka a testy można wykonać później. Jeśli w rodzinie mąż ma wynik dodatni, a żona ma objawy typowe dla choroby COVID-19, to w takim razie powinniśmy się spodziewać rzeżączki, a może świnki? Albo gdy ktoś z domowników jest na kwarantannie, a test wyjdzie ujemny i ma typowe objawy COVID-19 – to nie powinniśmy go leczyć? Każdy test ma rozbieżność i określoną dokładność. W zależności od etapu choroby i sposobu pobrania próbki, testy RT-PCR wykazują nawet 20% fałszywie ujemnych lub dodatnich.

Wielokrotnie powtarzałem, że amantadyna nie jest lekiem na wszystko, w tym na powikłania na COVID-19. Na pierwszym etapie jest w zupełności wystarczająca, ale w kolejnych jest jednym z elementów. Stosuję wówczas szereg leków. Można też sprawdzić te recepty. Nie interesowała Pana w naszej rozmowie, że jest nowa mutacja, która jest znacznie bardziej zjadliwa i wpływa na skuteczność leczenia. I obecnie 30% przypadków, w zaawansowanej chorobie i okresie powikłań trudniej się leczy w stosunku do tamtego roku. Wydaje się, że na tych pacjentów amantadyna jest mniej skuteczna. Ale przy zastosowaniu wielu dodatkowych leków, ci pacjenci finalnie przeżywają.

Jako pierwszy w Polsce ciągle apelowałem o to, by nie brać leku samodzielnie. Pisałem wiele apeli o to, by pacjenci byli badani przez lekarzy. Bo COVID-19 to podstępna i niebezpieczna choroba i że warto wykonać badania kliniczne. Z pomocą kilku osób z Ministerstwa, wyłącznie ja doprowadziłem do nich, które finalnie trwają obecnie. Stąd dyskredytowanie na tym etapie amantadyny takim artykułem można odbierać jakby były już znane ich wyniki.

Nigdy nie powiedziałem, że nikt nigdy nie umarł w mojej praktyce lekarskiej. Zawsze powtarzam, że nikt w mojej praktyce nie umarł przez amantadynę. Jednocześnie zaprezentowanie 17 zgonów i sugerowanie związku między realizacją recepty a zgonem jest kłamliwe i szkodliwe. Nie ma nawet żadnej dokumentacji medycznej to sugerującej. Nie tylko w mojej praktyce, ale w całej historii obecności leku na rynku, od ponad 50 lat. Jednocześnie czasami ciężko jest wyleczyć pacjenta, który ma 50% zmian osłuchowych, co odpowiada w RTG 70-90% zmian sródmiąższowych. Zgadzam się, było kilka zgonów, gdzie pacjent nie wyrażał woli na leczenie szpitalne, zmarł po 12 godzinach od wizyty, bo nie udało się go uratować. Jeśli kogoś zawiodłem, to przepraszam – nie jestem cudotwórcą.

Można analizować dalej przedstawione przez Pana dane, np. dlaczego pacjent wykupił lek kilka dni po jego ordynacji (a nie od razu), tracąc cenne godziny, które były kluczowe by go uratować. Żonglowanie zgonami i danymi pacjentów publicznie przez Pana Redaktora jest wielce nieetyczne, a domena publiczna nie jest miejscem, aby się dowartościowywać czyimś nieszczęściem. Idźmy głębiej w stronę danych. Z 3000 pacjentów, bardzo wiele miało czynne zapalenie płuc. Z czego zmarło według Pana Redaktora 17 osób (nawet nie wiadomo, czy bezpośrednio w związku z COVID-19). A dane światowe donoszą, że na COVIDowe zapalenie płuc umiera między 10 a 22%. Czy to kwestia amantadyny, czy mojego ogromnego doświadczenia w leczeniu zapaleń płuc. Moim zdaniem obu kwestii.

Jeśli Pan Redaktor ma takie możliwości, że w ciągu godziny uzyskuje wszelkie dane sprawozdawczości medycznej w Narodowym Funduszu Zdrowia czy Ministerstwie Zdrowia – zwracam się z serdecznym apelem o przedstawienie takich danych, o których wiele razy sugerowałem i pisałem. Można zrobić analizę pacjentów otrzymujących amantadyne z chorobą Parkinsona. Jest ich około 90 000, ile z nich bierze amantadynę, a ilu zachorowało i zmarło z powodu Covid19. Do dzisiaj nie ma ich opublikowanych. Myślę, że byłyby to bardzo ciekawe i spójne z obserwacjami neurologów z całego świata, którzy widzą lekki przebieg COVID-19 u tych osób, które stale biorą amantadynę. Byłaby to ogromna próba o wysokiej jakości naukowo. Bo można stworzyć grupę kontrolną osób, która tego leku nie bierze.

Kończąc i odnosząc się do twierdzeń ‘anonimowych osób’, że: “To nie lekarz tylko biznesmen – mówi nam anonimowy medyk z Przemyśla”, chciałbym Pana Redaktora uspokoić. A właściwie dodać, co przekazałem podczas naszej rozmowy, ale nie zechciał Pan tego zawrzeć w artykule. Zdarza się, że w przypadku pogorszenia się stanu zdrowia pacjenta albo jeśli pacjent wymaga dodatkowych badań, przyjeżdża on powtórnie bezpłatnie. Nie każda wizyta jest odpłatna. Na jedną wizytę składają się dodatkowo jedna, a czasami dwie kontrole. Takie są u mnie zasady, bo pacjent musi być monitorowany. Dodatkowo pacjenci należący do Przychodni nie ponoszą kosztów dodatkowych, mają gwarantowane bezpłatne wizyty w ramach NFZ.

Wielokrotnie zapraszałem wszelkie media do odwiedzenia mojej przychodni, zobaczenia jak ona funkcjonuje i jak wygląda badanie pacjenta. Było już wielu dziennikarzy, z każdej opcji. Zapraszam więc TOK FM oraz Gazetę Wyborczą. Nie mam nic do ukrycia. Między innymi już od 2 miesięcy szkolę lekarzy z całej Polski, jak skutecznie leczyć COVID-19. Bezpłatnie. Jeśli jednak interesują Pana Redaktora pieniądze – zapraszam na moje szkolenie i następnie zachęcam do założenia przychodni, aby się dorobić.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here