Widowisko jest częścią projektu „Monte Lenino”, poświęconego kresowiakom, którzy do Polski wracali różnymi drogami. Inicjatorem przedsięwzięcia jest Przemyskie Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej X.D.O.K, na którego czele stoi Mirosław Majkowski.

Łukasz Kisielica ze Stowarzyszenia przypomniał, że bitwa pod Lenino (obecnie miejscowość ta leży na terenie Białorusi) została stoczona w dniach 12 – 13 października 1943 r. pomiędzy radziecką 33. Armią Frontu Zachodniego i walczącą w jej składzie polską 1. Dywizją Piechoty im. generała Tadeusza Kościuszki, a niemiecką 337. Dywizją Piechoty wspieraną przez odwody 39. Korpusu Pancernego.

Projekt „Monte Lenino” podzielony został na dwa lata. W tym roku zrealizowana zostanie rekonstrukcja bitwy pod Lenino, a w przyszłym – walk o Monte Cassino. Celem projektu jest ukazanie tragizmu losów zesłańców i kresowian, którym nie dane było wrócić do własnych domów.  Jedni z nieludzkiej ziemi wychodzili z gen. Andersem przez Iran, Syrię, Włochy, krwawiąc w walkach o Monte Cassino, Ankonę, Bolonię. Drudzy musieli zostać w ZSRR dłużej, wychodząc stamtąd z gen. Berlingiem i przechodząc chrzest bojowy pod Lenino, a potem bijąc się pod Warszawą, na Wale Pomorskim, kończąc w Berlinie – przypomniał Kisielica.

Dziś ci pierwsi cieszą się szacunkiem i honorami, drudzy natomiast często są zapominani, ze względu na walkę u boku komunistycznego najeźdźcy. Dlatego też głównym celem projektu jest pokazanie, że polska krew ma tą samą wartość. – Że nie wolno dzielić polskich żołnierzy na lepszych i gorszych. Że jedni i drudzy stali się ofiarami polityki wielkich mocarstw – zaznaczył Kisielica.

Rekonstrukcja walk pod Lenino odbyła się w niedzielne południe, na polu naprzeciw fortu nr XI słynnej w czasie I wojny światowej Twierdzy Przemyśl (jedno z unikatowych dzieł architektury militarnej). W widowisku wzięło udział ponad 200 rekonstruktorów z Polski, Białorusi i Słowacji. Polacy wcielili się w armię polską, Białorusini radziecką a Słowacy odgrywali Niemców. Rekonstrukcję poprzedziły dioramy historyczne i pokaz sprzętu wojskowego z okresu II wojny światowej. Cały spektakl okraszony był licznymi wybuchami i wystrzałami. W kulminacyjnym momencie bitwy, rekonstruktorzy użyli miotacza ognia, który dodał całemu wydarzeniu  Warto dodać, że w planach był także przelot samolotu, wspierającego z powietrza wojska niemieckie, ale ze względu na złe warunki pogodowe przelot nie udał się.

Zdjęcie: Kamil Kurkiewicz