W środę w Rzeszowie odbyła się manifestacja „Deja Vu Ogólnopolski Strajk Kobiet” zorganizowana przez środowiska feministyczne, jako protest przeciw zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej.

O godz. 17:00 na rzeszowskim rynku rozpoczęła się manifestacja środowisk feministycznych we współpracy z partią Razem, SLD oraz KOD Podkarpacie. Akcja skierowana była głównie do kobiet, których prawa są, wedle organizatorów manify, zagrożone.

Pikieta zorganizowana została jako odpowiedź na odrzucony kilka dni temu w Sejmie projekt ustawy „Ratujmy Kobiety”, wprowadzający m.in.: kary za stwierdzenie, że aborcja to zabijanie oraz pozwalający na usuwanie ciąży bez konsekwencji prawnych.

Przemowy na rynku dotyczyły łamania praw kobiet w Polsce, które według organizatorów, nie mają pełni praw. Kobiety są szykanowane, nie mają prawa wyboru jeśli chodzi o ciążę i rodzenie dzieci, a ich projekty ustaw są odrzucane przez rząd i opozycję [w nawiązaniu do ostatnich wydarzeń w sejmie].

Na stronie ogólnopolskiej OSK Kobiet czytamy:

10 stycznia 2018 Sejm głosami prawicy i prawicy udającej centrum, w tym posłów i posłanek udających opozycję, wyrzucił do kosza obywatelski projekt #RatujmyKobiety. Nie głosował nad liberalizacją prawa. Nie głosował nad legalizacją aborcji. Nie głosował za skończeniem z prawicową hipokryzją. Nie głosował nad ustawą. Głosował – zaledwie – w sprawie przekazania projektu do dalszych prac.
Obudziłyśmy się dziś w Polsce, w której za nieodrzucaniem projektu gwarantującego nam normalne prawa reprodukcyjne byli Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak i Krystyna Pawłowicz. A jego odrzucenie zawdzięczamy nie tylko 166 głosom posłów PiS, ale m. in. i tchórzliwej ucieczce z sali plenarnej 39 posłów opozycji.

Stop aborcji

W odpowiedzi na feministyczne zgromadzenie, na rynku pojawili się także narodowcy z Młodzieży Wszechpolskiej oraz przedstawiciele fundacji Pro life, którzy zaraz po rozwinięciu banneru byli zaczepiani przez starszych panów z flagami UE i SLD, uczestniczących w manifie. Trzymając w ciszy transparent, mówiący o aborcji, zostali w eskorcie policji przeniesieni 100 m poza teren zgromadzenia kobiet. Policja tłumaczyła to ustawą o zgromadzeniach, która zakazuje organizowania kontry w odległości mniejszej niż 100 m. Przy magistracie, gdzie narodowcy zostali przesunięci, do końca pikiety stali z transparentem ukazującym abortowane ciało dziecka.

Zwolennicy projektu „Ratujmy Kobiety” w rozmowie z prolajferami nie potrafili dokładnie stwierdzić, gdzie zaczyna się życie. Mówili o zygocie, o zlepku komórek, ale na pytanie przedstawiciela fundacji Pro Life kiedy zaczyna się życie po zapłodnieniu komórek, nie odpowiedzieli…

W pikiecie wzięło udział ok. 30 osób, w głównej mierze starszych kobiet.