21- letni Jakub Szybiak chorujący na rdzeniowy zanik mięśni (SMA). W trakcie obiadu zakrztusił się kawałkiem kotleta. Trafił na SOR do szpitala w Przemyślu.  Duszącemu się pacjentowi przez sześć godzin nie pomógł nikt! Pomimo, że reakcja służby medycznej powinna być natychmiastowa. Zycie uratowali mu dopiero lekarze w Rzeszowie.

Jakub mieszka w  podkarpackim  Ostrowie. Od urodzenia zmaga się z ciężką chorobą, która paraliżuje jego życie. Na co dzień zmaga się ze stale postępującym rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) typu 1 (Werdniga-Hoffmanna). Choroba  wywoływana jest przez niedobór białka SMN (białko życia neuronów ruchowych) w organizmie. Prowadzi to do obumierania komórek nerwowych w rdzeniu kręgowym, na początku skutkuje osłabieniem mięśni ruchowych, a następnie przełyku i mięśni oddechowych.

Chłopak  wymaga pomocy pomocy każdej czynności, nawet przy oddychaniu pomaga mu respirator. Dwudziestojednolatek spożywa tylko zmielone produkty, bo nic w kawałku nie jest w potrafi  przełknąć. Podczas obiadu zadławił się kawałkiem kotleta, który był za duży.

Po tym jak Kuba zadławił się kawałkiem mięsa domownicy wezwali pogotowie. Chłopak został przewieziony do przemyskiego szpitala. Tam zaczął się jego koszmar  trwający sześć godzin!

Wraz z upływem czasu sytuacja zaczęła się pogarszać. Pacjent z coraz większym trudem oddychał. Ciągle do niego pochodzi ludzie, że nie ma lekarza, który by mu w stanie pomóc. Chory bał się, że nie przeżyje. Gdy jego stan był krytyczny. Z przemyskiego szpitala przewieziono go do Rzeszowa. Tam interwencja była błyskawiczna. Udzielono mu pomocy po kilku minutach.

Bulwersujący jest fakt dlaczego z transportem czekano tak długo…