Niewątpliwie kolęda „Cicha Noc” jest jedną z najbardziej znanych i śpiewanych na całym świecie pieśni świątecznych.  Choć większość kolęd jest pochodzenia polskiego, to ta stanowi wyjątek – powstała w XIX wieku w Austrii. Kolęda przełożona jest już na prawie 300 języków.

I choć na wersję polską przełożył ją dopiero Piotr Maszyński w 1930 roku, to kolęda ta szybko się spodobała i jest często śpiewana w naszych domach. Być może dlatego, że w jej prostych słowach sześciu zwrotek zawarta jest tajemnica Bożego Narodzenia. Warto poznać niesamowitą historię tej pieśni bożonarodzeniowej tym bardziej, iż w tym roku mija 200 lat od jej premierowego wykonania.

Co sprawia, że jest to kolęda tak wyjątkowa,  że żołnierze wrogich sobie armii słysząc jej dźwięki wychodzili z okopów, by podzielić się opłatkiem? Jaką ma moc, że pomimo iż nikt jej nie promował, znana jest na całym świecie i śpiewana jest częściej, niż niejeden przebój? Źródłem jej wewnętrznej mocy jest chyba jej prostota i serce włożone w jej przygotowanie.

Joseph Mohr, późniejszy autor słów kolędy, urodził się w Staingasse. I być może nędza i trudne warunki w jakich przyszło mu żyć od dzieciństwa, wywarły wpływ na jego wrażliwość. Jego niezwykły talent muzyczny – dobre ucho i piękny głos – dostrzegł salzburski chórmistrz. Dzięki jego pomocy ten ubogi chłopiec zyskał wykształcenie teologiczne i został księdzem w regionie Lungau. To tu powstał wiersz pod tytułem „Cicha noc”, który w szufladzie przeleżał dwa lata. Ale co było impulsem do jej napisania?

Sroga zima w niewielkiej austriackiej wiosce. W wigilijny wieczór młody ksiądz Joseph Mohr wybrał się na przechadzkę wokół kościoła. Nagle przypominał sobie, że nie napisał jeszcze kazania na pasterkę i wróciwszy do domu zasiadł do pracy. Gdy kończył, do drzwi zastukał chłop, który przyszedł prosić wielebnego o błogosławieństwo dla swojego pierworodnego syna, który dopiero co przyszedł na świat i nie wiadomo czy przeżyje. Joseph udał się do chłopskiej chaty i tam ujrzał widok, który wzruszył go do łez- w blasku świecy dostrzegł młodą kobietę, która z niezwykłą troską tuliła do piersi swoje niemowlę. Ten obraz był mu tak znany z ewangelii i tak podobny do obrazu „Piękna Madonna i pokłon trzech mędrców” w miejscowym kościele, że wrócił prędko na plebanię i jeszcze przed pasterką napisał wiersz, rozpoczynający się słowami: „Cicha noc, święta noc”.

Pomimo swojej wrażliwości, ksiądz Mohr miał też nieposkromiony charakter, co przysparzało mu często kłopotów. To, że lubił spędzać czas ze znajomymi w knajpach grając na gitarze i rozmawiając z dziewczynami, nie podobało się miejscowemu proboszczowi. Liczne skargi i donosy zakończyły się przeniesieniem księdza do Oberndorfu. Tu jego losy połączyły się z losami kolejnego, wyjątkowego człowieka.

Był nim Franz Xaver Gruber, który od dziewięciu lat pełnił w pobliskim Arnsdorfie rolę nauczyciela, zaś w Oberndorfie organisty i zakrystianina. Nie mogąc pogodzić się ze śmiercią swoich dwóch dzieci, Gruber popadł w depresję a jedynym ukojeniem była dla niego muzyka.

Franz Mohr i Franz Gruber szybko się zaprzyjaźnili – byli w podobnym wieku, obaj mieli ciężkie dzieciństwo i zbliżone pasje, często więc umilali sobie wieczory wspólnym śpiewem i grą na gitarze. Rankiem 24 grudnia 1818 roku ksiądz Joseph Mohr wpadł na genialny pomysł. Wyjął z szuflady swój wiersz i udał się do przyjaciela. Tam poprosił go o napisanie melodii do tekstu. Fanz wzruszył się czytając słowa, przypominające mu o niedawnej śmierci drugiego synka, ale zapewnił, że melodia na wieczór będzie gotowa. I słowa dotrzymał.

Jak co roku na pasterkę do miejscowego kościoła przybył tłum wiernych. Byli oni świadkami osobliwego i historycznego wydarzenia, gdy po raz pierwszy zabrzmiała „Cicha noc” w wykonaniu Mohra i Grubera. Nic nie byłoby w tym wyjątkowego, gdyby nie fakt, że zamiast na kościelnych organach, pieśń odegrano na …gitarze. Dlaczego? Ponoć myszy uszkodziły ważną część organ i nie można było na nich grać, zaś gitara w tamtych czasach uważana była za instrument odpowiedni wyłącznie dla karczm i ulic. Nie przeszkadzało to jednak przyjaciołom, którzy swoim wykonaniem i odwagą urzekli ludzi tak, że kolęda wywołała łzy wzruszenia.

Dziś nie ma już w Oberndorfie kościoła, w którym po raz pierwszy wybrzmiała ta wyjątkowa kolęda. Zniszczyła go powódź. Na jego miejscu postawiono małą kapliczkę, by upamiętnić to wydarzenie. Twórców kolędy przypominają mieszczące się tam kolorowe witraże. Nie ma kościołka, ale wyjątkowa moc tej pięknej kolędy trwa nadal – co roku w tym miejscu zbiera się tłum ludzi, by wspólnie odśpiewać tę najsłynniejszą kolędę świata.

Warto także wspomnieć, że od 2011 roku kolęda ta, o oryginalnym tytule „Stille Nacht”,  wpisana jest na listę niematerialnego dziedzictwa kultury UNESCO. Tekst zawiera nie tylko przekaz treści religijnych, ale i niesie ze sobą przesłanie pokoju i nadzieję na pojednanie narodów świata.

Autor: Nadia