Bracia Musz z Handzlówki startujący w rajdach OFF-ROADOWYCH, zajęli pierwsze miejsce w jednym z najbardziej prestiżowych i trudnych rajdów w Polsce. Po 4 dniach zmagań i nieoczekiwanych zwrotów akcji, chłopaki wracają na Podkarpacie ze złotą statuetką oraz główną nagrodą.

Bałtowskie bezdroża to wyjątkowa impreza która zrzesza najlepsze ekipy rajdowe z całego kraju. Wszystko to za sprawą masy pracy, włożonej przez organizatorów. Wysoki prestiż, ultra ciężkie  trasy, szeroki rozgłos medialny, tysiące widzów – wszystko to sprawia że dla wielu ekip, ukończenie rajdu jest sporym wyzwaniem.

Ciężkie zmagania

Na starcie rajdu, pośród 100 ekip znalazła się również ekipa z powiatu łańcuckiego i to po raz piąty w karierze. Rozpoznawalna na wszystkich imprezach tego typu zmota, radziła sobie wyjątkowo dobrze od samego początku. Pierwszy dzień, który składał się z słynnego i pokazowego Prologu w kopalni Sudół, oraz dwóch odcinków nocnych – nie sprawił większych problemów załodze. Po zameldowaniu się na bazie  rajdu, usytuowanej w Bałtowskim JuraParku – okazało się iż po pierwszym dniu Musz Team zajmuje pierwsze miejsce.
Drugi dzień rozpoczął się również bardzo dobrze dla braci Musz. Dopiero przedostatni odcinek okazał się bardzo problematyczny. Trasa została wyznaczona przez grzązkie błoto, które Zmota chłopaków musiała  ciągle przepychać. To sprawiało że lina chłopaków ciągle sie rwała. Na szczęście z pomoca przyszła zaprzyjaźniona ekipa Pieczara Off-road Team – która po awarii samochodu oddała swoją linę. Dzięki  temu udało się nie tylko ukończyć odcinek ale i również zaliczyć kolejny, z którym nie poradził sobie nikt więcej.

Doznali kontuzji

Ostatni dzień również dostarczył sporo emocji całej ekipie. Po świetnie zapowiadających się dwóch odcinkach, pilot Maciej doznał kontuzji. Podczas podjazdu pod stromy trawers, koło zapasowe stoczyło się z górki, uderzając go w bark – tym samym eliminując z rajdu, tuż przed końcem zmagań. Tym razem z pomocą przyszła inna Podkarpacia Ekipa z Kolbuszowej – która wycofała się z rajdu, aby w zgodzie z regulaminem móc oddać swojego pilota załodze z Handzlówki. Krzysztof który zasiadł na prawym fotelu pomarańczowej zmoty, świetnie sobie radził i dzięki czemu razem z Jackiem nie oddali zwycięstwa, depczących po piętach ekipom.
/ J. Kotliński