xxx

Rok Conrada bez Conrada w szkole

Dziś rozpoczęcie nowego roku szkolnego, 2017/2018. W tym roku uczniowie nie zasiądą już w ławkach pierwszej klasy gimnazjum, a w ławach siódmej i ósmej. Oprócz reformy funkcjonowania szkół, Ministerstwo Edukacji Narodowej zmieniło także listę lektur obowiązkowych w poszczególnych klasach. Sprawdziliśmy, co nowego będą czytać nasze pociechy, a czego zabraknie na lekcjach języka polskiego. 

(więcej…)

Derby Rzeszowa okiem kibiców

83 derby Rzeszowa, to nie tylko gratka dla spragnionych futbolu na wysokim poziomie mieszkańców Rzeszowa, ale przede wszystkim możliwość manifestacji kibicowskiej siły fanów dwóch zwaśnionych rzeszowskich drużyn: Resovii i Stali.

Niechętni nazywają ich bandytami, chuliganami i kibolami. Dla nich meczowe oprawy i fanatyczny doping to część życia a także nieodzowny element meczów piłkarskich, dodających kolorytu szarej – III-ligowej – rzeczywistości.

Na 83 derbach Rzeszowa zjawiło się w sumie 2500 kibiców, jednak już na parę godzin przed pierwszym gwizdkiem zorganizowane grupy kibiców Resovii jak i Stali zaczęły zbierać się odpowiednio na rzeszowskim Rynku i Bulwarach, by we własnych grupach przemaszerować na stadion przy ul. Hetmańskiej 69.

Kibice Resovii na miejsce zbiórki obrali sobie rzeszowski Rynek. Fanatycy „najstarszego klubu w Polsce” – jak lubią mówić o sobie kibice pasów – zaczęli zbierać się w wyznaczonym miejscu po godzinie 13. Zgodnie z apelem ultrasów zrzeszonych w ramach Ultras Sovia Group, niemal wszyscy przybyli na miejsce zbiórki ubrani w jednolite białe koszulki. Na miejscu między kibicami zostały rozdysponowane okazjonalne biało-czerwone szaliki (barwy Resovii), z napisami Resovia, po jednej oraz Full of Hate (ang. pełni nienawiści) z drugiej strony szala. Po swoistej prezentacji siły i jedności, po godzinie 14.30 z rzeszowskiego rynku wyruszył pochód liczący ponad 500 Resoviaków (w tym kibiców JKS Jarosław, Stali Sanok oraz Wisły Kraków). Na trasie pomimo obaw policji nie doszło do incydentów. Sam przemarsz okraszały gromkie okrzyki fanów klubu z ulicy Wyspiańskiego 22.

W momencie gdy Resoviacy maszerowali na Stadion Miejski, na rzeszowskich Bulwarach zebrali się kibice biało-niebieskich koszulkach z okolicznych miejscowości (tzw. fan cluby), którzy rozwinęli baner sławiący klub z ul. Hetmańskiej 69. Odpalono także spore ilości pirotechniki, na co stanowczo zareagowała zebrana na plantach policja. Około godziny 15.30 kibice Stali zostali zmuszeni przez funkcjonariuszy do opuszczenia miejsca zbiórki, z uwagi na maszerujących od strony centrum miasta Resoviaków. Wszyscy kibice biało-niebieskich zebrali się pod bramami stadionu o godzinie 16, w liczbie ok.1500 osób. Niemal wszyscy z nich byli ubrani w niebieskie koszulki, co idealnie kontrastowało z ubranymi na biało Resoviakami. Warto zauważyć, że Stal Rzeszów była tego dnia wspierana przez kibiców zaprzyjaźnionych klubów: Elany Toruń (30 osób), Karpat Krosno (160 osób), Pogoni Leżajsk (50 osób) oraz Widzewa Łódź (40 osób).

Na samym stadionie kibice obu drużyn wykazali się umiejętnościami wokalnymi, dopingując swoje drużyny przez cały mecz. Raz za razem śpiewy kibiców Stali Rzeszów, spotykały się z ripostą Resoviaków i na odwrót. Co z pewnością dodawało kolorytu i emocji w meczu derbowym. Obiektywnie należy przyznać, że tego dnia bardziej słyszalni byli kibice rzeszowskiej Stali, którzy pełniąc rolę gospodarza, jak i zasiadając na trybunie krytej mieli w owych aspektach przewagę nad fanami Resovii. Należy również dodać, że podczas meczu pojawiały się kontrowersyjne przyśpiewki i przekleństwa, jednak poza nimi nie doszło do żadnych incydentów a mecz przebiegał w przyjemnej atmosferze.

Jak informowaliśmy mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Na trybunach natomiast z lekką przewagą wygrała Stal. Pomimo obaw policji zarówno w trakcie meczu, jak i po jego zakończeniu nie doszło do burd. Jak widać „kibol” nie taki straszny, jakim go malują.

Źródło: Hetmańska69, stalrzeszow.pl, Najstarsi w Polsce, własne
Zdjęcie: Karol Słomka

11 podkarpackich miast zagrożonych marginalizacją

Niemal połowie z 255 średnich miast w Polsce grozi marginalizacja i zjawiska kryzysowe – wynika z analiz Polskiej Akademii Nauk. Wśród zagrożonych znajdziemy 11 podkarpackich miast.

Miastem średnim określa się miejscowość posiadającą od 20 tys. do 100 tys. mieszkańców oraz miasta 15-20 tysięczne, będące stolicami powiatów. W województwie podkarpackim pod tę kategorię przypada 13 z 51 wszystkich mających prawa miejskie.

Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN przeanalizował dane i obliczył ilu polskim miastom grożą zjawiska kryzysowe i marginalizacja.

Na liście 122 zagrożonych miast znalazło się 11 z Podkarpacia. Najbardziej zagrożone są miasta z południowej i wschodniej części województwa. Na 5. miejscu w rankingu znalazł się Przemyśl, tuż za nim Sanok, na 9. pozycji znalazło się Jasło, a na 11. Jarosław. Ponadto na liście znalazły się Mielec, Krosno, Dębica, Nisko, Stalowa Wola, Tarnobrzeg, Przeworsk.

Problemy rozwojowe dotyczą m.in. spadku liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych. Towarzyszą temu narastające problemy społeczne, atrofia, rozpad więzi społecznych, a także patologie. Zachwianie równowagi na rynku pracy powoduje nadmierne dojazdy do pracy, które są dodatkowo utrudnione z uwagi na peryferyjność tych miejscowości. Autor analizy prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN, w rozmowie z PAP zaznaczył , że niezależnie od metody i przyjętych wskaźników, a tych stosowano nawet kilkanaście, trzon miast, w których występują niekorzystne tendencje, zawsze był ten sam. „Najważniejsze wyzwanie rozwojowe Polski niewątpliwie związane jest z demografią”.

Zobacz pełną listę 122 miast średnich tracących funkcje społeczno-gospodarcze.

Źródło: samorzad.pap.pl

Krok w przeszłość, czyli historia Pałacu Lubomirskich przed powstaniem PWSW…

Pałac Lubomirskich w Przemyślu (Bakończycach) kojarzony jest przez większość ludzi z siedzibą władz Państwowej Wyższej Szkoły Wschodnioeuropejskiej. Studenci kojarzą go także z Instytutem Historii oraz Architektury wnętrz. A czym był i jak powstał zanim pojawiło się PWSW?

Otóż Pałac Lubomirskich powstawał w latach 1885-87, na polecenie księcia Hipolita Lubomirskiego, pierwszego właściciela majątku. Próby stworzenia budynku podjął się Maksymilian Nitsch. Pałacyk został wybudowany w stylu eklektyzmu, który charakteryzuje się łączeniem w jednej budowli części w sposób swobodny, często niezgodnych ze sobą. Pałac Lubomirskich łączy elementy neobarokowe, neogotyckie i neoromańskie.

Prace budowlane Pałacu trwały do roku 1887, lecz z powodu braku dostatecznych środków rezydencja nie została wewnątrz wykończona. Został on zaprojektowany na planie prostokąta z przylegającymi do niego ryzalitami i basztami, tarasem oraz wieżą z glorietą widokową. Miał dwie kondygnacje i około trzydziestu pomieszczeń.

Pałac i pobliskie oficyny otaczał siedmiohektarowy park z prostokątnym stawem z okrągłą wyspą. Nieopodal funkcjonował folwark nastawiony na hodowlę koni oraz browar.

Warto zaznaczyć, że większość budynków wokół Pałacu stała się siedzibami poszczególnych wydziałów PWSW, np.: spichlerz został przemianowany na bibliotekę.

Na mocy testamentu Hieronima Lubomirskiego po jego śmierci właścicielką Bakończyc stała się jego córka Karolina. W okresie I wojny światowej Bakończyce znalazły się w obrębie Twierdzy Przemyśl. Działania wojenne spowodowały pożar pałacu, w wyniku którego zniszczeniu uległ dach. Z powodu braku środków finansowych pałac nigdy nie został doprowadzony do stanu zgodnego z zamierzeniami właścicieli.

Po wybuchu II wojny światowej Bakończyce wraz z pałacem zajęły wojska radzieckie, a następnie wojska niemieckie. Karolina Lubomirska zmarła bezpotomnie w roku 1940 w Charzewicach. Ostatnim nominalnym właścicielem dóbr stał się Jerzy Ignacy Lubomirski, lecz nigdy nie objął ich w faktyczne posiadanie.

Obecnie, jak wiadomo, Pałac stanowi siedzibę Rektoratu PWSW, mieszczą się w nim także wydziały historii i architektury.

Mijając niemal codziennie Pałac nie uświadamia się zapewne jak wiele ważnych wydarzeń z przeszłości pamięta budynek. Przetrwał obie wojny światowe, pożar, a dziś zapamiętuje historię studentów.