Już nie dostaniemy mandatu za brak prawa jazdy?

Brak prawa jazdy, OC, czy dowodu rejestracyjnego skutkuje obecnie  dla kierowcy mandatem w wysokości 50 zł. Wobec jednak funkcjonowania elektronicznej bazy kierowców i samochodów w Polsce, posłowie zwrócili się do Ministerstwa Sprawiedliwości z interpelacją, w której zapytali o sensowność karania mandatem braku dokumentów.

W 2016 roku, w Polsce, zaczął działać System Informatyczny Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK). Znajdują się w nim informacje o  pojazdach zarejestrowanych w Polsce i kierowcach posiadających uprawnienia do kierowania. Dostęp do tych nich ma zarówno policja, jak i straż miejska. W przypadku więc kontroli służby mundurowe, mogą bez względu na obecność dokumentów, bardzo szybko ustalić czy kierowca ma uprawnienie do kierowania oraz pozyskać informacje na temat samochodu.

Dane w systemie CEPiK są bardzo dokładne, zwłaszcza, że zawierają również informacje o kierowcach, którym cofnięto uprawnienia, osobach nieposiadających uprawnień, osobach które mają zakaz prowadzenia pojazdów, oraz informacje o dokumentach prawa jazdy czy dodatkowych uprawnieniach (np. do przewozu niebezpiecznych towarów).

Sytuacja taka rodzi pytanie o zasadność karania kierowców mandatem, gdy ci nie mają przy sobie dokumentów. Posłowie w swojej interpelacji podkreślają, że skoro są sprawniejsze sposoby kontrolowania uprawnień, to może warto zrezygnować z nakładania mandatów, zwłaszcza, że w obecnym systemie prawnym są one obligatoryjne, a w życiu bywają przecież różne sytuacje. Jako alternatywne rozwiązanie przedstawiona jest również propozycja, żeby kierowcy, w przypadku braku dokumentu, mogli je donieść na najbliższą komendę policji w określonym czasie (np. 24 godzin). Rozwiązanie takie funkcjonuje we Wielkiej Brytanii.

Rzeczpospolita uzyskała w tej sprawie informację od Marcina Warchoła, wiceministra sprawiedliwości. Zadeklarował on, że Ministerstwo dostrzega  w niej słuszność i nie wyklucza przystąpienia do prac nad potencjalnymi zmianami.

Ruszył jawny rejestr przestępców seksualnych.

Od 1 stycznia Rejestr gwałcicieli i pedofilów jest powszechnie dostępny w sieci. Znaleźć go można na internetowej  stronie Ministerstwa Sprawiedliwości.  Nowe rozwiązanie już znalazło praktyczne zastosowanie: w Małopolsce rodzice zdemaskowali pedofila pracującego w jednym z domów kultury.

Projekt budzi spore kontrowersje, ponieważ pokazuje jawne i pełne dane osób, które dopuściły się przestępstw na tle seksualnym, łącznie z portretami. Minister Sprawiedliwości, Zbigniew Ziobro, tłumaczy to w sposób następujący.

„Państwo ma obowiązek chronić dziecko a nie pedofila. Przestępca, który krzywdzi dzieci, musi się liczyć z bardzo surowymi konsekwencjami. Nie tylko z wieloletnim wyrokiem, lecz także z utratą anonimowości. Dlatego zaostrzamy Kodeks karny w tym zakresie i planujemy kolejne zmiany w przepisach. Po wyjściu z więzienia taki przestępca ma być pod stałą kontrolą, aby wszyscy wiedzieli, że jest ich sąsiadem”

Rejestr dzieli się na dwie części: ogólnodostępną i ograniczoną:

W części ogólnodostępnej znalazły się imiona i nazwiska oraz fotografie 768 osób. To głównie pedofile, którzy dopuścili się gwałtów na dzieciach poniżej 15. roku życia i sprawcy gwałtów popełnionych ze szczególnym okrucieństwem. Spośród sprawców czynów popełnionych od 1 października 2017 r. do rejestru publicznego trafiają dodatkowo także recydywiści – jeśli którekolwiek przestępstwo na tle seksualnym popełnili na szkodę małoletniego (do 18. roku życia) i zostali uprzednio skazani na karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia jej wykonania.
W Rejestrze publicznym zamieszczone są informacje, w jakich miejscowościach przebywają obecnie wszystkie te osoby. Muszą one pod groźbą kary aresztu zawiadamiać policję o każdej zmianie miejsca pobytu, a policja na bieżąco będzie aktualizować te dane w rejestrze. Jawne też są między innymi informacje o rodzaju, dacie i miejscu przestępstwa każdej z tych osób.
Druga część rejestru – z ograniczonym dostępem – zawiera  2614 nazwisk. Oprócz osób z rejestru ogólnodostępnego znaleźli się w nim sprawcy gwałtów popełnionych przed 1 października 2017 r.  na osobach w wieku 15-18 lat, co do których to sprawców sądy  nie orzekły o wyłączeniu ich z rejestru. Natomiast w  przypadku przestępstw popełnionych po 1 października 2017 roku, do rejestru z dostępem ograniczonym trafili wszyscy gwałciciele i pedofile, stręczyciele dzieci i skazani, którzy posługiwali się pornografią na szkodę nieletnich. W tej części rejestr jest bardzo szczegółowy. Zawiera m.in. PESEL skazanych i adresy ich zameldowania.
Dyrektorzy szkół, a także organizatorzy wypoczynku czy zajęć dla dzieci są zobowiązani sprawdzać, czy osoby, które zamierzają zatrudnić, figurują w rejestrze. Jeśli tak – nie będą mogli przyjąć ich do pracy. Za niedopełnienie tego obowiązku grożą kary – aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 1000 zł.

Około milion Polaków ma nieważne dowody osobiste! Sprawdź czy problem nie dotyczy ciebie!

Blisko milion Polaków może mieć problem z nieważnymi dowodami osobistymi! Takie dane przekazuje Ministerstwo Cyfryzacji.  Sytuacja ta spowodowana jest faktem, że 31 grudnia 2017 roku upłynęło 10 lat od ostatecznego terminu wymiany starych, książeczkowych dowodów osobistych, na nowe plastikowe.

W ostatnich miesiącach 2007 roku wydano ich około 5 milionów. Jako że dowód osobisty traci ważność po 10 latach, to właśnie z końcem roku 2017 upłynęła ich ważność.  Część z nich została już wcześniej wymieniona z powodu zwiany danych osobowych, część ludzi złożyła wnioski wcześniej. Ministerstwo szacuje jednak, że nawet ok. milion osób, którym ważność dowodu skończyła się w listopadzie i grudniu 2017 roku, nie złożyło wniosków nowy dowód.

Dowód osobisty jest głównym dokumentem stwierdzającym naszą tożsamość. Za brak ważnego dowodu osobistego, możemy zostać ukarania grzywną wysokości ok 5 tys. złotych.Biuro Informacji Kredytowej przypomina, że przeterminowany dowód osobisty oznaczać będzie problem z załatwieniem wielu spraw, zwłaszcza urzędowych, uniemożliwi także złożenie wniosku o kredyt, a osobom nieposiadającym paszportu zablokuje możliwość wyjazdu do krajów Unii Europejskiej.

Warto więc kontrolować sytuację z ważnością dowodu, zwłaszcza, że okres od złożenia wniosku o nowy dokument, do momentu jego otrzymania, trwa nawet miesiąc. W przypadku, gdy nie mamy ważnego dowodu, radzimy nosić ze sobą inne urzędowe dokumenty potwierdzające naszą tożsamość, szczególnie paszport bądź prawo jazdy, w innym przypadku nawet rutynowa kontrola może się skończyć dla nas grzywną.