Narodowy Fundusz Zdrowia ma wprowadzić nowy rodzaj dokumentu potwierdzający ubezpieczenie zdrowotne wśród pacjentów. Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego miałaby służyć tylko do potwierdzenia, że chory pojawił się na wizycie.

Dotychczas Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego stosował śląski oddział NFZ.  Ministerstwo Zdrowia wymaga od NFZ żeby ten ze swoich pieniędzy wydał dla każdego ubezpieczonego tego rodzaju dokument. Kwota wydania kart nie jest mała, bo sięga bagatela ponad 580 mln zł.

Narodowy Fundusz Zdrowia, jeśli projekt ustawy przejdzie, będzie musiał od przyszłego roku wydawać ponad 100 mln złotych na wdrażanie nowego systemu. Jest to ponad jedna piąta całości budżetu, który można wykorzystać m.in. na refundację leków ratujących życie czy chemioterapii.

Kilka lat temu NFZ wprowadził program elektronicznego systemu weryfikacji ubezpieczonych eWUŚ, który również kosztował kilkadziesiąt milionów złotych. Po niespełna kilku latach jego istnienia MZ chce wprowadzenia kolejnych zmian. Informuje jednak, że stosowanie kart będzie przejściowe, dopóki nie pojawią się dla każdego obywatela dowody osobiste z systemem warstwy elektronicznej, tzw. e-dowody. Z tego co wiadomo, te mają pojawić się u pierwszych obywateli już w 2019 roku.

Zatem jaki jest sens wydawania ponad 500 mln złotych na system, który za chwilę będzie bezużyteczny, a służyć ma tylko do sprawdzania czy chory wstawił się na wizycie?